
Cieszę, się, że kolejna osoba pokochała czesankę i z pewnością będzie tworzyć nowe fajne rzeczy.
Spotkała mnie też miła niespodzianka. Otóż na jednym z blogów wyczytałam kiedyś, że w Maroku można kupić nici jedwabne z agawy. Kiedy zobaczyłam ich zdjęcie i obłędne kolory, stwierdziłam, że bardzo chciałabym je mieć. Ponieważ córka mojej koleżanki wybierała się właśnie w tę stronę, nadałam jej temat. I oto, co dostałam (kolory wybierałam sama, choć wierzcie mi nie było to łatwe):

Jeszcze nie wiem, do czego konkretnie wykorzystam ten jedwab, ale z pewnością się nie zmarnuje.
Bardzo fajny szalik, Pani Profesor :)
OdpowiedzUsuńA jedwab z agawy brzmi jak bażant z kurczaka :P ale fajnie wygląda. Ciekawe, do czego ich użyjesz.
Taaa, albo śledź a la łosoś :) Ale nici piękne! Mam coś takiego ale pocięte, w różnych kolorach...ale było jako silk, nic o agawie nie pisało...
OdpowiedzUsuńA szal ma piękne kolory!
UZDOLNIONYCH MASZ UCZNIÓW :) A KOLORKI NICI MOCNO EGZOTYCZNE ALE TEŻ I MODNE U NAS W KRAJU :)
OdpowiedzUsuńOch ja mam te jedwabie z agawy (mieszkańcy Maroka tak to sobie tłumaczą na angielski;), tylko szkoda mi używać bo się boje, że mi się skończą:)
OdpowiedzUsuńNiezła głupota:)
Oooo, a ja właśnie wróciłam z Maroka i też sobie przywiozłam takie nici (po prostu nie mogłam im się oprzeć!). Faktycznie oni produkują swoją wersję jedwabiu z kaktusa. Widziałam jak całe pęczki schły po farbowaniu. Ja spróbuję wfilcować te nici, ciekawe czy mi się uda? Daj znać Plastusiu do czego zamierzasz urzyć swoich nici :)
OdpowiedzUsuń