niedziela, 14 września 2014

Mini

I znów troszkę ceramiki. Tym razem pojemniczki utoczone na kole. Wszystkie trzy malutkie - mają ok. 7 cm wysokości i niewiele więcej średnicy. Jeszcze nie mam koncepcji na ich przeznaczenie, ale na pewno ktoś coś wymyśli :).
Pierwszy w tradycyjnym połączeniu szkliwa mandaryn ze złotym.
Drugi został pokryty szkliwem, które chyba się nazywa wodospad. W środku transparentne.
 
I trzeci. Ma zewnątrz białe perłowe, w środku czerwień.

A poniżej zapowiedź filcowego wdzianka potraktowanego liśćmi eukaliptusa. Właśnie przed chwilą wyciągnięte z gara... Suszy się...
 
 
Dziś kolejny słoneczny dzień w 3mieście. Zaraz idę na łono przyrody... A wczoraj się kąpałam. Woda całkiem przyjemna.


poniedziałek, 8 września 2014

Piec węgierski

W lipcu tego roku miałam okazję uczestniczyć w budowaniu pieca węgierskiego. Udało mi się też włożyć do niego jedną rzecz. Tylko jedną, bo więcej nie miałam.
Jak pewnie większość osób zajmujących się ceramiką wie, do pieca węgierskiego wkłada się prace wysuszone, ale z surowej gliny. Najpierw układa się okrąg z cegieł, który trzeba dobrze wypoziomować, ale cała konstrukcja była stabilna. W środku umieszcza się cegły, na których ustawia się prace.
Pierwsze prace, wśród nich moja butla (na pierwszym planie).
Prace obsypuje się węglem lub koksem i kawałkami drewna, najlepiej z drzew owocowych. Jednocześnie buduje się kolejne okręgi z cegieł, powoli zmniejszając obwód koła.

Kiedy cała konstrukcja jest gotowa, piec się odpala. 
Ponieważ wypał trwa około doby, można obserwować piec nocą. Jest to bardzo widowiskowe.
Po około 24 godzinach piec można zacząć rozładowywać. Ale nawet wtedy w środku jest jeszcze dość wysoka temperatura.
Kilka prac moich koleżanek.

A to już moja butla.
 
Wyszła dość ciemna, znacznie ciemniejsza niż prace, które były wyżej. Potraktowałam ją sidoluxem, aby zyskała delikatny połysk. Chętnie spróbowałabym jeszcze raz wypalić coś tą techniką, bo efekty bywają bardzo ciekawe. Ale to spore przedsięwzięcie i niemały koszt.

wtorek, 2 września 2014

Warsztaty z Pam de Groot

Ostatni tydzień był trochę szalony. Każdy, kto na co dzień zajmuje się organizacją różnych wydarzeń, wie, o ilu rzeczach trzeba pamiętać, ile terminów dopiąć, ile osób powiadomić itp. Już od poniedziałku byłam w stresie, czy o wszystkim pomyślałam, czy mam przygotowane wszystkie potrzebne dla każdego rzeczy itp. Pam przyleciała do Gdańska już w poniedziałek, ale warsztaty zaczęły się w czwartek i trwały do niedzieli włącznie. Całe cztery dni! Niemal wszystkie kursantki dziwiły się, co będziemy robić tyle czasu. Ale okazało się, że pracy jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre chciały nawet zostać do późnej nocy :). Poniżej krótka fotorelacja.
Uczestniczki warsztatów i Pam.
 
 
 
 
 

 
Pam wyjaśnie kolejne etapy pracy, mój Tomek tłumaczy, a reszta słucha.
Mierzenie cudnych sukienek autorstwa Pam.

 W tłumaczeniu pomagała Danusia. W kieckach Pam wyglądała prześlicznie.
 
 
 
Praca, praca, praca...

 
 
Pierwsze przymiarki.
 
 
Efekt końcowy lub prawie końcowy.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Pam to wspaniała nauczycielka - cierpliwa, uśmiechnięta, pełna ciepła i ogromnego uroku osobistego. Wraz z moim mężem spędziliśmy z nią prawie cały tydzień i były to wspaniałe chwile.
W niedzielę w Gdańsku lało, ale po ostatniej wspólnej kolacji udało nam się wykorzystać chwilę, gdy nie padało, aby zrobić sobie wspólne pamiątkowe zdjęcie nad morzem.
Pam, it was a wonderful time. I hope to meet You again in 2016!