niedziela, 14 czerwca 2015

Biżuty

A taki naszyjnik sobie zrobiłam do kiecek lnianych. Kostki oczywiście ceramiczne i do tego lniana dzianina. Idealnie pasuje do wielu letnich kreacji.




 I jeszcze kilka biżutów, które się urodziły w moim piecyku do raku.

 No i serduszko z różyczkami - w sam raz dla zakochanych, bo przecież zakochani powinni się obdarowywać nie tylko w walentynki, prawda?



poniedziałek, 8 czerwca 2015

Kolory

Czasem zupełnie niezamierzenie kolory się zgrywają. Tak się stało w ostatnich dwóch paterach i dwóch naszyjnikach. Podobne naszyjniki  już robiłam, nawet kolorystyka była podobna. Ale patery to coś nowego. I tak sobie biżuteria z naczyniami gada. O kolorach oczywiście...







niedziela, 31 maja 2015

Serca i rybki

Kolejny post ceramiczny. Tym razem serduszka i rybki. Trochę z pieca elektrycznego, trochę z raku. Eksperymenty z końskim włosiem i piórami - według mnie bardzo udane. Jednej rybce w trakcie wyjmowania z pieca urąbał się ogon, ale sklejona i tak trafi do mojej łazienki :).
Serca





Rybki





środa, 22 kwietnia 2015

Coś z zupełnie innej bajki


Jak myślę o czasach, kiedy chodziłam do szkoły, przypominam sobie, że zawsze ciągnęło mnie do różnych robótek ręcznych, choć tzw. zajęć praktyczno-technicznych, czyli zetpetów, nie lubiłam. Może nauczyciele nie wzbudzili we mnie pasji, a może po prostu nie podobało mi się lutowanie, cięcie piłą czy też rysowanie obwodów elektrycznych. Wyżywałam się więc w domu. Malowałam drewniane łyżki, robiłam makramy, tkałam, haftowałam. Ciężko było wówczas zdobić jakieś "pomoce naukowe". Prawdziwą skarbnicą wiedzy okazywały się książki kupowane w - wówczas radzieckiej - księgarni (czy ktoś jeszcze pamięta, gdzie się wówczas taka w Gdańsku mieściła?). Na szczęście miałam świetną rusycystkę, więc język nie był dla mnie barierą. Wiele z tych książek do dziś mam na półce.
Ale nie wszystko dało się wyczytać z książek po rosyjsku. Na przykład zawsze podobał mi się haft kaszubski, ale miałam tylko teczki z rozrysowanymi wzorami. Pewnie dałoby się wówczas czegoś dowiedzieć w Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim, ale ja w czasach szkolnych byłam raczej nieśmiała, więc haftowałam, kierując się własnych wyczuciem  - dziś wiem, że nie zawsze trafionym. Moimi dziełami obdarowywałam rodzinę, ale zawsze najbardziej kibicowała mi moja mama. Dziś mam tylko dwie rzeczy z tamtych czasów, bo potem do haftu kaszubskiego już nie wróciłam. Myślę, że powstały wtedy, gdy byłam jeszcze w szkole podstawowej.
Pierwsza w założeniu miała być obrusem w kształcie kwadratu. Niestety, zapału wystarczyło mi tylko na połowę wzoru. Mnóstwo to nieprawidłowości, jeśli chodzi o technikę wykonywania haftu kaszubskiego, ale cóż... nie było wówczas internetu :) :))).
 Druga to bieżnik, ukończony, też ozdobiony kaszubskimi wzorkami. Myślę, że powstał w podobnym czasie.


Oprócz haftu kaszubskiego zawsze podobał mi się haft krzyżykowy. Ten wykonywałam bardziej profesjonalnie :). Bazą było płótno lniane, bo o czymś takim jak kanwy z wyrysowanym wzorem nie miałam pojęcia. I takie w Polsce były wówczas nie do dostania. Zatem cały wzór rozliczało się na podstawie rysunku przeniesionego na dużą kartkę papieru w kratkę. Takich przerysowanych wzorów miałam (chyba nadal mam?) całą teczkę. Z wielu wzorów wyhaftowałam tylko dwa, choć pamiętam, że w zamyśle miał to być cykl "Kwiaty polskie".
Bardzo lubię te moje wytwory. Podobnie jak zbierane skrzętnie i przerysowywane na kalkę techniczną lub na papier w kratkę wzory haftów. I jak książki o różnych technikach rękodzielniczych. Nadal zajmują wiele miejsca w moim mieszkaniu, ale jakoś nie umiem się z nimi rozstać. Też tak macie?
I wyszedł jakiś taki sentymentalny post. A miało być o tym, że u mnie to nie tylko filc i ceramika :)).


niedziela, 12 kwietnia 2015

Dortmund Creativa i nie tylko

Znów dłuższa przerwa w blogowaniu... Tak bywa. A sporo się działo.
Przede wszystkim razem z Kasią pojechałyśmy na targi Creativa do Dortmundu. Każdy, kto choć raz był na targach za granicą (niekoniecznie handmaidowych) wie, że skala tego typu imprez tam i u nas jest nieporównywalna. Sześć ogromnych hal, setki stoisk, chodzenia na wiele, wiele godzin. Z każdej branży dziesiątki stoisk - każdy znajdzie tu coś dla siebie. I wytwórcy biżuterii, i patchworków, i scrapbookingu, i filcowania, i farbowania, i fimo, i włóczkowania... Dla każdego coś miłego.  Najmniej było ceramiki. Wypatrzyłam tylko jedno stoisko, ale za to bardzo ciekawe. Niestety, nie wolno było robić zdjęć :(. Poniżej kilka fotek, więcej wrzucałam na swoją stronę na FB.
Jedno z wielu stoisk dla miłośników beadingu, czyli koralikowania.

 Oczywiście nie mogło zabraknąć prządek.
 Piękne filcowe portrety.
 Jedna z licznych wystaw, tu niezbędnik każdej szyjącej kobitki (i nie tylko kobitki, bo panów robiących na drutach i szydełku widziałam tam wielu).
 Fantazyjne stroje
 A tu stroje ludowe
 Górna cegła jest zrobiona z tkaniny.
 Przepiękna sukienka.
Taki wyjazd dostarcza zawsze mnóstwo wrażeń i jest źródłem wielu inspiracji. Polecam każdemu!

Oczywiście przez ten czas też nie próżnowałam. Poniżej trochę ceramicznych ulepków.
Dwie rybki, które znajdą się w mojej łazience.
Serduszka raku.
 
 
Guziki raku
I biżuty różne



 Pozdrawiam wszystkich wiosennie.