Czasem sobie myślę, że nudno na tym moim blogu - wciąż tylko filc i ceramika. Ale cóż ja na to mogę, że na chwilę obecną inne techniki mnie nie kręcą, aczkolwiek powoli dojrzewam do powrotu do niektórych. Bo dawniej robiłam i na szydełku, i na drutach, i tkanie, i haft, i makrama... i wiele, wiele innych. Muszę kiedyś powyciągać stare swoje prace i napisać taki wspominkowy post.
Ale z drugiej strony sama uwielbiam zaglądać na blogi tych osób, które mają równie "nudną" (proszę się nie obrażać i zwrócić uwagę na cudzysłów :)) tematykę.
Zatem dla tych, co lubią filc. Nowa bluzka. Eco printing i eco dyeing. Tym razem kąpiel w łupinach orzecha włoskiego, a w środku pakuneczka nawłoć (uzbierana dla mnie przez koleżankę, ech, coby człowiek zrobił bez cudownych znajomych, którzy rozumieją różne wariactwa; Beatko, dziękuję bardzo) i liście eukaliptusa. Zaskoczył mnie efekt podłużnych liści. Jak dotąd ten gatunek eukaliptusa dawał słabe wybarwnienie, a tym razem odbił się na ciemnobrązowo.
Przód bluzki
Tył
I detale
No i kilka ceramicznych drobiazgów. Talerz z różyczkami, mlekowany od spodu. Szkliwa - czerwień selenu, transparentne.
Łódeczka. Szkliwa różne, wypalana na ostro dwa razy, bo za pierwszym wyszło nieszczególnie.
I dwa kafle. Szkliwa: transparentne, ugier, mandaryn, przecierka złotym.
Tyle na dziś.