Filcowa tunika i szal z poprzedniego postu doczekały się fotosesji. Pobyt nad jeziorem to okazja na zdjęcia w fajnym plenerze, aczkolwiek tym razem pogoda była dość paskudna - wiało i okropnie zmarzłam.
W ten sam weekend odbyło się spotkanie craftladies, tym razem u Asi (pod linkiem jej relacja z tego spotkania) w Sierakowicach - w królestwie lampworków. Dziewczyny dojechały z różnych miejscowości, najdalej miała Weraph, która dotarła aż z Poznania. Jak Weraph, to wiadomo - koraliki. Postanowiłam i ja czegoś się w tej materii nauczyć. Opanowałam chyba najprostszą technikę - szydełkowe węże. Kiedyś dużo robiłam na szydełku i na drutach i jak się okazało, nie zapomniałam, co to jest oczko ścisłe czy półsłupek. Na razie nie mogę się jeszcze pochwalić niczym konkretnym, bo dziergałam kawałek już rozpoczętej bransoletki Asi. Ale trochę koralików mam, więc na pewno spróbuję swoich sił, szczególnie że bardzo spodobał mi się jeden z naszyjników Weroniki.
A było tak...
Ja jednak przede wszystkim chciałam spróbować swoich sił przy palniku. Od dawna bardzo mnie to ciągnęło i na tym spotkaniu przekonałam się, że jest to technika, którą chciałabym się zająć bardziej na serio. Niestety, wymaga ona (nawet na początek) trochę większych nakładów finansowych i stworzenia sobie odpowiedniego warsztatu pracy. Będę zatem musiała jeszcze z tym trochę poczekać, bo na razie czekają mnie inne wydatki, też zresztą związane z rękodziełem.
Oczywiście początki są niełatwe i uzyskanie okrągłego koralika jest tylko na pozór łatwe. Moje pierwsze koraliki wyglądają tak (jak widzicie, tylko jeden jest z grubsza okragły):
A to ja przy palniku (fotka ukradziona z bloga Asi):
Dziewczyny, dziękuję za fajne spotkanie. Miło było Was poznać. Asiu, wielkie dzięki za szkolenie, przez które tak niewiele zrobiłaś w temacie koralikowania.
Kolejny Zjazd Twórczo Zakręconych
12 lat temu























































